DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI w Przemyskiej Bibliotece Publicznej

DKK 2013-2014
[Instytut Książki]

Marek Hłasko - LISTY


     W grudniu Dyskusyjny Klub Książki sięgął do "Listów" Marka Hłaski, wydanych w 2014 r. w 45. rocznicę śmierci pisarza przez wydawnictwo Agora. Zbór, który objął ponad 360 listów został dobrze opracowany przez Andrzeja Czyżewskiego.
     Maria Dąbrowska po wydaniu przez Hłaskę pierwszych opowiadań i otrzymaniu Nagrody Wydawców powiedziała: „Te opowiadania weszły do historii naszej literatury, napisał je chłopak dziki, trudny i antypatyczny. Ale pisarz nie często bywają ludźmi oswojonymi, łatwymi i przyjemnymi. Osobiście żałuję, że Marek Hłasko dostał się w obroty polityków.”
    W jednym z listów do M. Dąbrowskiej Hłasko pisze: „Zostając tutaj nie poszedłem za głosem serca; nie była to również próba poszukiwania szczęścia lub zdobywania pieniędzy. Zostałem tutaj ulegając wściekłości, której nigdy w życiu nie potrafiłem opanować”.
Czytając wydane w 2014 r. listy Marka Hłaski, pisane w różnych okresach życia od dzieciństwa do przedwczesnej śmierci, jestem świadoma, że nie były przeznaczone dla współczesnego czytelnika. Czytam „hurtem” i myślę, że jest to najprawdziwsza biografia – zbyt krótkiego życia. To „spowiedź” z najskrytszych emocji, tęsknot, samotności, bólu. Spowiedź dziecka wojny, młodzieńca dorastającego w niełatwych czasach powojennych. Jego listy do matki z lat młodzieńczych są wzruszające rozbrajające – zbłądziłem, zrobiłem głupstwo, ciągle jestem głodny, naśmiewają się ze mnie, boli mnie gardło, przyjedź, przyślij forsę, pójdź ze mną do lekarza, mamo potrzebuję Ciebie. Do matki już jako młody mężczyzna pisze: „Czy matka nawet najbardziej kochająca, wie wszystko o swoim dziecku? Na szczęście, Na szczęście dla wszystkich matek jest inaczej.”
    Ten „dziki” chłopak – latami bezdomny, wciąż w drodze z obolałą duszą, stawał się dojrzałym, znał już swoją wartość. W jednym z listów pisze: „proszę mi pokazać drugiego pisarza emigracyjnego który by napisał tyle objętościowo na przestrzeni 5-lat. Nauczył się też być nieustępliwym, jeżeli chodziło o ostateczny kształt jego utworów (list do Giedroycia). Znał też swoje słabości – w jednym z listów do matki pisze „Jestem człowiekiem trudnym, ale moją pozytywną cechą jest wierność, której umiem dochować ludziom jeśli ich kocham lub lubię. Ja nie wymyśliłem własnego siebie. Ja taki jestem muszę czasem narobić jakichś cudów.”
    Te listy to opowieść o życiu w trudnym świecie, gdzie wrażliwość z walką o możliwość przeżycia wprowadzają chaos – czasem nie do ogarnięcia. Do końca życia nie miał stabilizacji materialnej, ale zawsze czuł się zobowiązany do pomocy matce, rodzinie – to biografia pisana emocjami dnia codziennego. Poznaję jego porywczość i wrażliwość, jego niemoc i beztroskę. Samo życie. Czytając czuję się „intruzem”. Ale też cenię tą szczerość z jaką pisał te listy.
    Do końca życia szukał i czekał na miłość prawdziwą. Czytając szłam z nim przez jego „rozedrgane” kapryśne niełatwe życie, błagające o miłość i chociaż odrobinę ciepła i czułości. Chciał mieć obok siebie kogoś, kto go zrozumie, ucieszy się z jego sukcesów – bo inaczej to wszystko traciło sens.
    Te listy otwierają nam oczy na jego świat, oczekiwania, marzenia, potrzebę miłości. Bardzo mnie wzruszyły ostatnie listy matki w których pisze o swoich złych przeczuciach, obawach. Przeczucia niestety nie były bezpodstawne. Nie doszło do spotkania Matki i Syna.

Lidia Kiełczyńska



WROCŁAWSKI MISTRZ BIOGRAFII W PRZEMYSKIEJ BIBLIOTECE PUBLICZNEJ


    20 listopada br. działający przy Przemyskiej Bibliotece Publicznej Dyskusyjny Klub Książki zaprosił miłośników biografii na spotkanie z pisarzem, publicystą, prawnikiem z wykształcenia Mariuszem Urbankiem.
    Pisarz jest autorem kilkunastu biografii, m.in. Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego, Stefana Kisielewskiego, Leopolda Tyrmanda, Jerzego Waldorffa. W ostatnich latach nakreślił sylwetki trzech słynnych poetów w książkach: Broniewski. Miłość, wódka polityka (2011), Brzechwa. Nie dla dzieci (2013), Tuwim. Wylękniony bluźnierca (2013).
     Zgromadzeni na spotkaniu czytelnicy przekonali się, że Mariusz Urbanek nie tylko świetnie pisze, ale także w niebywały sposób potrafi zauroczyć słuchacza opowieściami o bohaterach swoich biografii. Jest prawdziwym gawędziarzem, który w misterny sposób fakty przeplata anegdotami tak, że słuchacz nieoczekiwanie zostaje zmanipulowany i wciągnięty w intrygujące opowieści.
    Urbanek nie skupia się zbytnio na twórczości swoich bohaterów, gdyż jest biografem i przede wszystkim interesują go życiorysy. Mariusza Urbanka interesują postaci żyjące w Polsce XX wieku. Swoje biografie pisarz poświęca postaciom, które go zaciekawią, zaintrygują. Niekiedy impulsem do zgłębienia postaci staje się jedna, przypadkowo poznana historia, jak np. testament Jerzego Waldorffa, z którego dowiedział się, że był on homoseksualistą, a majątek swój zapisał partnerowi, tancerzowi Mieczysławowi Jankowskiemu, z którym był ponad sześćdziesiąt lat. Dla Urbanka ta historia wielkiej miłości była fundamentem powstania książki Waldorff. Ostatni baron Peerelu (2008).
    W czytelni przemyskiej Książnicy zabrzmiały opowieści o Brzechwie, który w ogóle nie cenił swojej twórczości dla dzieci, chciał być lirykiem, ale nie miał do tego talentu. O zmagającym się z kompleksem odrzucenia genialnym poecie Julianie Tuwimie, który pod wpływem sączonej przez lata nienawiści popadł w niemoc twórczą. Słuchacze poznali również historię zapomnianego poety Władysława Broniewskiego. Biograf próbował odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Broniewski, który w czasie okupacji siedział siedemnaście miesięcy w więzieniu, pisał w 1943 roku antystalinowskie wiersze, po powrocie do Polski popierał Stalina?
    Pisarz nawiązał do ostatniej książki, która ukazała się na początku listopada pt. Genialni. Lwowska szkoła matematyczna, w której ukazuje pasjonujące opowieści o ludziach, którzy w tej dziedzinie odnieśli niebywałe sukcesy, a szczegółowo przygląda się życiorysom matematyków: Stefana Banacha, Hugo Steinhausa, Stanisława Ulama i Stanisława Mazura (ojca tancerki Krystyny Mazurównej).
     Urbanek pisze bo nie musi, pisze, bo sam chce poznać historie, które go urzekły, zaintrygowały. Jak pisarz sam stwierdził, bohaterowie jego książek to ludzie, z którymi chciałby się spotkać osobiście, zadać nurtujące go pytania. Nie może już tego uczynić, dlatego poszukuje, czyta, przekopuje biblioteki, archiwa, dociera do rodzin, przyjaciół, znajomych - i tak powstają kolejne biografie, które czytelnikom dają szansę poznać na nowo wielkie postaci ubiegłego wieku.
    Na zakończenie pisarz, ujawnił że bohaterem kolejnej biografii będzie Kornel Makuszyński. Nie wykluczone, że skłoni to pisarza do kolejnej wizyty w naszym mieście, w poszukiwaniu śladów z czasów, kiedy autor Szatana z siódmej klasy był uczniem przemyskiego gimnazjum.

K. Bednarz-Soja



PAPUSZA- Angelika Kuźniak

    W sierpniu przemyski DKK dyskutował o reportażu Angeliki Kuźniak pt. Papusza. Bronisława Wais – Papusza - po cygansku Lalka. Jej data urodzenia i miejsce urodzenia nie są pewne (tabor – las – gwiazdy) 1908, 1909 lub 1910 rok może sierpień, a może maj. O jej przyszłości zdecydowała trzecia noc po narodzinach. Cyganki opowiadały, że wtedy zjawił się duch, wyliczył dobro które ją spotka, jak również zło które przeżyje. Słów ducha jednak bały się powtórzyć – szeptały tylko, że będzie z niej wielka duma, albo wielki wstyd.
    Jerzy Ficowski rok przed jej śmiercią pisał, ze zapłaciła wysoką cenę za swoje dawne marzenia, o pozostawieniu po sobie czegoś trwałego i pięknego. Przepraszał ją, że przyczynił się do jej sławy i do jej klęski. Mówił, ze jej sławę może uważać za swoją zasługę, a jej klęskę i odrzucenie za swoją prawdziwą winę. Kiedy umiera stary Cygan płaczą wszystkie gwiazdy – płacze cały las. Papusza cygańska poetka o swoich piosenkach mówi, że to „ciche łzy”. Piosenki przychodziły do niej nocą – mówiła, że zlatywały się jak stado wróbli, słyszała cygańską muzykę, skrzypki, gitary – cały tabor stawał przed jej oczami, widziała wozy i ogniska na polanie. Chciała o tym pisać, śpiewać.
    Poetka – w niej słowa układały się w pieśni, drzewa piękniały, przemawiał las, woda strumyków grała – rozświetlona księżycem lub słońcem, a Ona pisała o tym „co jej w duszy gra”. Niezrozumiana przez tych na których jej najbardziej zależało jej współbraci. Była pięknym duchowo „kolorowym ptakiem” zadziobywanym przez „szarą większość”. Sama Papusza mówi „prawdę powiem – chcieli mnie podnieść wysoko, a ja „bardzo malutka”. Wspominając – ubolewając nad odrzuceniem przez Cyganów – mówi: „Gdybym nie nauczyła się pisać byłabym szczęśliwsza. Byłabym ze swoimi”. O nowym świecie w którym jej przyszło żyć mówi – że ten nowy świat i ludzie są źli. „W taborze trzymaliśmy się w grupie. A w mieście – dom przy domu, a każdy osobno”. Tęskniła za lasem, ogniskiem, taborem – chciała widzieć niebo i być ze „swoimi włóczęgami” Mówiła też, że coraz mniej rozumie ludzi, ale kiedy idzie do lasu, to rozumie tam każdą gałązkę. Rozmyślając o swojej starości, odrzuceniu mówi: że poeta może w myślach „odstarzyć” każde drzewo ubolewała, że człowieka nikt nie może „odstarzyć”.
    Papusza zmarła 8 lutego 1987 roku w Inowrocławiu – pochowano ją z dala od mogił cygańskich. Jaka była Papusza? Krucha, wrażliwa, uduchowiona, ale też silna i zdeterminowana, bo umiała przeciwstawić się rodzinie i swojej społeczności. Papusza to postać niezwykle złożona i trzeba być kimś niezwykłym by tę dwoistość udźwignąć, a nam czytelnikom zrozumieć.
    Ten reportaż to opowieść nie tylko o cygańskiej poetce, ale o Cyganach i ich życiu, obyczajach – cygańskim kodeksie – który dla Cygana jest święty. Za pogwałcenie tych reguł jest kara. Karą dla Papuszy było odrzucenie. Każda niezwykłość często budzi sprzeciw, zazdrość, odrzucenie. Rozumiał i podziwiał ja Tuwim – podziwiano ją wśród ludzi kochających sztukę.
    Poezją odkrywa nasze najskrytsze tajemnice – zadziwienie, zachwyt, miłość, ból – dlatego zwracamy się w stronę poezji, kiedy jesteśmy szczęśliwi – smutni – bo tam w tych pięknych słowach odnajdujemy nasz stan ducha. Jeżeli poezja nie rodzi się tak naturalnie jak liście na drzewie. To nie jest to poezja.

Lidia Kiełczyńska

fot. M. Wajda fot. M. Wajda


KOBIETY DYKTATORÓW 2- Diane Ducret



    Czerwcową lekturą przemyskiego DKK była ksiązka "Kobiety dyktatorów" autorstwa francuskiej pisarki Diane Ducret.
Bohaterkami biografii są kobiety - żony słynnych dyktatorów: Fidela Castro, Saddama Husajna, Chomeiniego, Slobodana Milosevicia, Kim Dzongila i Osamy bin Ladena. Czytając te historie wpadamy w zadumę nad złożonością świata. Każda z przedstawionych kobiet marzyła o miłości i szczęściu. Nie myślały o tym, ile będą musiały znieść, ile poświęcić dla dzieci i mężów. To kobiety z różnych krajów, o różnych kolorach skóry, odmiennych religii i przekonań.
Książka Ducret to opowieść o miłości do mężczyzn, którzy ulegli jednej z trzech największych namiętności – władzy. A władza jest narkotykiem, przyciąga – urok władczego mężczyzny działa. Ambicja i rządza władzy oraz radykalizm to wybuchowa mieszanka, przez którą idealista, rewolucjonista staje się „krwawym zbrodniarzem”. Trudno być tą samą osobą, kiedy ma się władzę nieograniczoną. Życie rodzinne schodzi na dalszy plan – z czasem coraz dalszy.
    Kobiety dyktatorów to mądre, piękne, cierpliwe, solidne, wierne – wyjątkowe kobiety. Niestety prawie wszystkie w „cieniu” mężów. Tylko jedna z nich ma własne ambicje polityczne – Mira Marković. Te kobiety pragnęły być kochane. Trudo odnaleźć w nich protest przeciwko podłości tego świata.
    Przez pryzmat przeczytanych historii wyobraziłam siebie, jako kobietę któregoś z dyktatorów. I byłaby to na pewno opowieść o bezradności wobec zła.
Kobieta Fidela Castro - Mirta jest siostrą przyjaciela, dość wcześnie zrozumiała, że jego prawdziwą żoną jest rewolucja. A jego kobiety musiały poświęcić się sprawie i okazać wierność ideologii.
Żona Chomeiniego – Chadidża jest traktowana z wielkim szacunkiem i miłością. On walczy o to, by Iran był prawdziwie islamski. Nie chce by jego kraj przyjmował prozachodnie zwyczaje. Ten „święty mąż” za najskuteczniejszy sposób zapewnienia sobie władzy uważa „likwidację”, zaczynają się aresztowania i egzekucje. Chadidża wierzy w męża, uważa że jego decyzje są słuszne.
Jedną z czterech żon Osamy bin Ladena jest Nadżwa. Między małżonkami jest milczące porozumienie, ona nie pyta męża o sprawy polityczne. Wspiera jego walkę, ale mąż myślami i sercem oddala się od domu i spraw rodzinnych. Nigdy nie wrócą do zwyczajnego życia. Nadżwa z bólem serca obserwuje radykalną zmianę męża.
     „Kobiety dyktatorów” to poruszająca opowieść dotykająca najgłębszych i najczulszych stron kobiecej osobowości, pokazująca jak silną, wytrwałą i zdeterminowaną potrafi być płeć piękna.

Lidia Kiełczyńska

fot. M. Wajda fot. M. Wajda


Ignacy Karpowicz - OŚCI



         Jest to powieść o rodzinie, przyjaźni, o zmieniającej się obyczajowości. Autor pozwala nam zajrzeć „za kulisy” – usłyszeć niewypowiedziane myśli, o emocjach, potrzebach, szczerości o tym ile jest prawdy w życiu. Daje nam wskazówkę, ze gdzieś obok nas żyją ludzie „inaczej”. To ludzie wykształceni z tz. „dobrych domów” , a jednak prawie każdy z nich nosi w sobie „skrzywdzone wewnętrzne dziecko”. Wchodzimy w świat pełen niedomówień, w którym hipokryzja jest wszechobecna – dlatego udaje im się utrzymać przyjaźnie, związki partnerskie, rodzinne.
     Autor coś nam sugeruje, podpowiada – chce nas zaciekawić. Moralność, filozofia życia, to tematy, które wywołają w nas różnice poglądów, głównie pokoleniowych.
    Od ćwierć wieku żyjemy w świecie niewyobrażalnym dla naszych przodkiń. One żyły w świecie nakazów, zakazów. W nas 60+ ten głos „nie wolno” jest jeszcze dalej aktywny.
    Powieść Ignacego Karpowicza jest utrzymana w satyrycznej tonacji, jednak skłania do poważnej refleksji. Życia uczymy się z tego, co prawdziwe, ale też z tego, co wyobrażone (literatura, film, teatr). Zaczynam się czuć w tym świecie niepewną, bo znika coraz więcej „pewnych punktów odniesienia”, które były moją ostoją.
    Kto z nas jest bardziej szczery i prawdziwy – nasi przodkowie, my a może młode pokolenie. Czy wrażenie, że młode pokolenie coraz częściej skupia się głównie na sobie, na samorealizacji, a bycie z kimś uważa za przeszkodę w spełnieniu... tak jakby byli niedostosowani do sytuacji i ról, które wyznacza im życie. A ja czuję, że ciągle jestem w drodze, „dokąś” – może jeszcze zdążę poznać i polubić ten „nowy świat”.
Bohaterki Maja i Ninel mówią: - dom nie dawał mi oparcia, czułam się samotna, matka mnie nie rozumiała – choć na swój sposób kochała, udawana moralność to maska, w której się dusimy – Norbert po przyjeździe do Warszawy zmienił swoje życie, miał odwagę ujawnić swoje preferencje.
    Powieść z humorem, niekoniecznie o sprawach zabawnych lekka poważna. niektórzy ludzie potrafią wtopić się w tło by nie odstawać od grupy. Ich inność trudno zauważyć...i to jest też ich wybór.

Lidia Kiełczyńska

fot. M. Wajda


Dorota Sumińska - HISTORIE, KTÓRE NAPISAŁO ŻYCIE



    Dorota Sumińska z zawodu jest lekarzem weterynarii z wieloletnią praktyką. Prowadzi programy telewizyjne i radiowe o zwierzętach. Autorką bestsellerów: Autobiografii na czterech łapach, Dalej na czterech łapach, Zwierza w łóżku, powieści Świat według psa, Zwykłe niezwykłe życie.
Dorota Sumińska jest baczną obserwatorką przyrody i świata, ważni są dla niej tak samo ludzie jak i zwierzęta. Gromadzone przez lata wspomnienia, anegdoty historie, stały się kanwą wielowątkowej, uniwersalnej opowieści o przewrotności losu i wszechobecności zwierząt, które towarzyszą ludziom w istotnych momentach życia.

    Historie, które napisało życie to dziewiętnaście krótkich historii, napisanych lekkim, potocznym, ale ujmującym stylem, który w wielu momentach dociera do naszej duszy. Przyjemność czytania płynie z dwóch źródeł: z rozpoznania tego co znajome i zaskoczenia tym co nowe. W opowiadaniach odnajdujemy własne sentymenty i przeżycia. Nie ma tu taniej psychologii, są ludzie i ich przeżycia. Wzrusza nas świat, w którym jest miejsce na czułość, dobroć – w tym jest sens życia. Czytając, często myślimy, jak bardzo ciekawe i nieprzewidywalne jest życie. Nieprzewidywalne – więc ciekawe. Świat dobry czy zły składa się z „takich Nas”. Często pragniemy kochać człowieka, który jest wart naszej miłości, tylko należy zapytać, co to znaczy wart? Każde spotkanie z człowiekiem czy zwierzęciem „tworzy Nas”. W opowiadaniu „Okład z kota” spotkanie chłopca ze zwierzęciem okazuje się najmilszym wydarzeniem z dzieciństwa, które zapadło w pamięci chłopca z domu dziecka, wspominanym już zza więziennych krat. W opowiadaniu „Odczyt” - rozmowie niewidomego ze sławnym psychologiem o umiejętności przyjaźni ważne miejsce zajmuje pies- przewodnik Ben. Piotr z opowiadania „Dom bez drzwi” dopiero po śmierci żony Julii uświadamia sobie jak bardzo ważną osobą była w jego życiu. Wilczycę, która pojawiła się w obejściu jego domu nazwał Julią.

Lidia Kiełczyńska

fot. M. Wajda fot.M. Wajda




Mariusz Urbanek - JULIAN TUWIM WYLĘKNIONY BLUŹNIERCA


    Julian Tuwim - poeta, tekściarz kabaretowy, tłumacz, bibliofil, kolekcjoner, badacz i popularyzator dziejów kultury. Nazywano go księciem poetów, jego debiut poetycki porównywano do debiutu Adama Mickiewicza, a dzieło jego życia Kwiaty polskie zestawiano z Panem Tadeuszem. Jego wiersze dla dzieci są ciągle czytane przez najmłodszych Ptasie radio i Lokomotywa do dziś są niezrównanymi w polskiej literaturze dla dzieci.
    Napisał bardzo dużo wierszy i piosenek, które przeszły do legendy m.in.: Miłość ci wszystko wybaczy, którą śpiewała Hanka Ordonówna czy Grande Valse Brillante w wykonaniu Ewy Demarczyk, jak również Wspomnienie z muzyką Czesława Niemena. Bal w Operze, który wciąż aktualnie i z precyzją opisuje rzeczywistość Polski.
    Do prezentacji tej biografii poety Mariusz Urbanek wybrał ton świeży i wartki jak skamandryckie zachłyśnięcie się młodością świata, miasta i człowieka, zachowując pozycję dystansu, przyjmując rolę obserwatora wydarzeń, notując głosy rozmaite. W biografii opisano zakręty losu i mniej znaną stronę twórczą Juliana Tuwima. Życie miał ciekawe, bogate i nierzadko wesołe, jak to autor błyskotliwych tekstów kabaretowych dwudziestolecia. Tuwim ma kilka twarzy. Wielbiciel Piłsudskiego, a później bezwzględny krytyk sanacyjnej władzy zapalczywy komunista mieszkający po 1946 roku w apartamencie, posiadacz samochodu , jako jeden z nielicznych w stolicy. A przecież był Tuwim również ojcem adoptowanej z sierocińca dziewczynki. Pisał do Staffa: „Przybyły mi dwie nowe, wcale nie podrzędne namiętności: miłość do naszej ślicznej córeczki, sześcioletniej Ewuni (...) i potężny napływ świadomości politycznej: ostre, rześkie, wysokie uczucie”.
    Z kart biografii przebija życzliwość wobec poety po ludzku uwikłanego w trudny okres dziejowych zawirowań, w tzw. „chichot historii”, którego nie da się racjonalnie wytłumaczyć.



Szanowny Panie Julianie!
Dziękuję Panu
za wszystkie wiersze, które czytamy,
powtarzamy jak swoje,
w które się ubieramy
jak w niezmiennie modny płaszcz,
za wszystkie „skrzydlate słowa”.
Nasze wady ponadczasowe nie przeżyły się,
ale nabrały nowych kształtów
i nowych określeń!
Satyra naszych czasów
budzi gorzki śmiech nad pierrotami sceny,
jest profanacją sztuki,
zwiastuje jej ostateczne fiasko.
A tak nam się marzy
bis i owacja na stojąco
dla prawdziwego artysty!

            Łucja Wiszlańska

fot. M. Wajda fot.M. Wajda




Krystyna Sienkiewicz - CACKO


     Kolejną lekturą, o której rozmawiał Dyskusyjny Klub Książki to "Cacko" Krystyny Sienkiewicz, jak pisze sama autorka nie jest to typowa biografia, nie ma tutaj dat, wydarzenia nie są przedstawiane chronologicznie.
     Autorka to znana aktorka filmowa, telewizyjna, kabaretowa i piosenkarka także wykonawczyni tekstów satyrycznych i piosenkarka (Nagroda Specjalna Jury na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu ( 1971). Urodziła się w 1935 roku w Ostrowi Mazowieckiej. Od najmłodszych lat uzdolniona humanistycznie i manualnie. Studiowała na Akademii Stuk Pięknych w Warszawie, a przygodę ze sceną teatralną rozpoczęła przypadkiem. Po skończeniu studiów plastycznych zaangażowano ją do Studenckiego Teatru Satyryków.
    W 1958 roku zadebiutowała na dużym ekranie. Znana jest z ról komediowych, m.in. Rzeczpospolita babska (1969) i serialowych Rodzina Leśniewskich (1978). Znana jest także ze swoich ról teatralnych, grała w teatrach: Ateneum, Rozmaitości, Syreny czy Polskim. Najbardziej kojarzona jest z występami w Kabarecie Starszych Panów oraz Kabarecie Olgi Lipińskiej. W 1996 roku odebrała Nagrodę Artystyczną Polskiej Estrady "Prometeusz".
    Krystyna Sienkiewicz umie dotrzymywać obietnic, w „Haftowanych gałganach” przyrzekła czytelnikom, że „w przyszłości uszyje” jakąś nową piękną książkę. Tak powstało „Cacko”, w którym prowadzi nas po drogach pamięci do świata lirycznej komediantki.
    Autorka ubrała się w płaszcz dziewczynki, dziecka i tak chce być postrzegana. Za najmniej szkodliwą chorobę na świecie uważa nieuleczalne dzieciństwo. Gdyby mogła zamieniłaby się w macierzankę, bo jest do urody i do smaku. Teraz mieszka przy Płatniczej na Bielanach w domu z kredensem sentymentów. Daje cenne zasady dotyczące roztargnienia. Owo roztargnienie ma się w młodości, a teraz zbyt duża jego dawka to jest skleroza. Kocha życie, podlizuje się życiu. Jej przyjaciółki to Osiecka i Olga Lipińska. Jej powiedzonka to: „mam wielkie rwanie, ale w kościach, mężczyźni to nasze najważniejsze wizażystki i nasze lustra”. Jej najlepszą rolą jest 3,5 hektara ziemi pod Świdrem. Jej wyobraźnia jest poetycka i praktyczna. Ozdabia nasze życie piosenką.
    Ta książka zabrała mnie do Krainy Czarów Krystyny Sienkiewicz. Jest gołębiego serca osobą.

Janina Czop

fot.M.Wajda fot.M.Wajda


Rafał Żebrowski – KAMIEŃ NA KTÓRYM MNIE URODZONO


    W sierpniu amatorzy dobrej lektury przemyskiego DKK sięgnęli po książkę Rafała Żebrowskiego, historyka, pracownika naukowego Żydowskiego Instytutu Historycznego, a także siostrzeńca i chrzestnego syna Zbigniewa Herberta. Publikacja stanowi „zapis dziejów rodziny Herbertów i młodości Poety do roku 1945”. Autor przytacza cytat z listu, którego jest adresatem, aby pokazać czytelnikowi, jakim przejęciem napełniły Herberta narodziny syna jego siostry Haliny i jakie relacje łączyły go z siostrzeńcem „Kochany Rafale! Piszę dużymi literami, abyś mógł mnie przeczytać. Zakończyłeś właśnie miesiąc życia pełnego snu i pracowitego ssania. Przyjm tedy, mój Drogi, gratulacje i życzenia. Przybywaj na wadze i rośnij. Te pierwsze miesiące są oczywiście trochę nudne i nie dziwię się, jeśli czasem głośno narzekasz na świat w okowach pieluch. Nie mogę doczekać się chwili, kiedy będę mógł porozmawiać z Tobą o Pascalu i o ulubionych moich poetach”.
    To ponad sześćsetstronicowe dzieło powstało na podstawie wszelkich dostępnych materiałów, własnej pamięci i tradycji rodzinnej oraz dzięki pomocy wielu życzliwych osób. Większość jego zapisków stanowią opowieści seniorów z rodziny, na które, jak zawsze, składają się prawdy, ale również przypuszczenia i niedopowiedzenia.
    Autor wdaje się w zawiłości rodzinnej genealogii i szczegółowo ją opisuje. Przedstawia losy Herbertów jeszcze przed narodzinami pisarza. Obejmuje również dzieciństwo i wczesne lata młodzieńcze Herberta, snuje przypuszczenia np. na temat pierwszej szkolnej miłości Zbigniewa Herberta, przedstawia, związki z AK, śmierć brata Janusza czy wypadek na nartach, którego konsekwencje poeta odczuwał do końca życia. Jest to książka niezwykle bogata w źródła historyczne, opatrzona przypisami, fotografiami, indeksem osób i ilustracji. Cenne są również fragmenty poświęcone miastu Lwów, bo autor z detalami przedstawia zakątki tego miasta. Jak również wydarzenia dotyczące okresu wojny i okupacji.
    Lektura daje nam obraz tego, na jakim fundamencie poeta opierał i z jakiej atmosfery czerpał siły, inspiracje na całe swe przyszłe życie twórcze. Zostały tutaj poddane pod wątpliwość stereotypowe stwierdzenia, że wybitne dokonania artystyczne muszą wyrastać z jakiejś traumy i bolesnych doświadczeń dzieciństwa. Ta opowieść temu przeczy, pokazuje szczęśliwą rodzinę, z mnóstwem ciotek i wujków oraz bezpiecznym i pełnym miłości dzieciństwem.
    Lektura cenna, chociaż czytelnik może natknąć się na kolokwializmy, jak również nie oprzeć się wrażeniu, że za dużo w niej zbędnych odautorskich komentarzy, które usprawiedliwia jedynie fakt, że są wynikiem empatii wobec własnej rodziny.

Katarzyna Bednarz-Soja

fot.M.Wajda fot.M.Wajda


Anna Janko - BOSCY I NIEZNOŚNI


    Przemyski Dyskusyjny Klubu Książki w czerwcu sięgnął po kolejną książkę autorstwa Anny Janko pt. „Boscy i nieznośni”. Poprzednia lektura tej autorki „Pasja według św. Hanki” zyskała duże uznanie klubowiczów.
    „Boscy i nieznośni” to zbiór ciekawych szkiców biograficznych, w których pisarka kreśli portrety sławnych i niezwykłych ludzi. Znajdziemy tu biografie poetów, pisarzy i aktorów, poznajemy m.in. życiowe losy zarówno Juliana Tuwima, Rainera Rilkego, Margaret Mitchell, jak i Dustina Hoffmana czy Danuty Szaflarskiej. Z lektury dowiadujemy się, że życie twórców często nie jest pasmem szczęścia, bo oprócz talentu, obdarzeni są nadwrażliwością, z powodu której ich życie bywa bolesne. Twórcy niejako z natury odrzucają to co przeciętne, banalne, jałowe, trywialne i nudne, dlatego wielu z nich płaci wysoką cenę za swój talent.
    Przedstawione przez Annę Janko biografie „Boskich i nieznośnych” na pewno są pretekstem do sięgnięcia po utwory, pisane często pod wpływem najsilniejszych ludzkich emocji: miłości, rozpaczy, osamotnienia, traumy niezrozumienia, bólu istnienia czy szaleństwa wywołanego alkoholem i narkotykami.




Tomasz Różycki - BESTIARIUM


    W maju przemyski Dyskusyjny Klub Ksiązki czytał pierwszą powieść Tomasza Różyckiego, poety, tłumacza i krytyka. Główny bohater powieści suje się po sennych krainach. Opowiada o tym, co się dzieje, co mówią do niego napotkani członkowie rodziny i znajomi, spełnia ich prośby, wykonuje zadania, pije z wujkiem, śmieje się z koczkodana we włosach pani Mani i ucieka przed powodzią. Snując się po tym dantejskim piekle rozlicza się z rodziną, a nawet dokonuje rozliczeń z dziejami narodu.

Alkoholowe mary, widzenia, sny...
Czy ta książka jest przykładem prozy nowoczesnej, która przemawia do czytelnika jakąś mądrością przenikającą myśli? Autor pisze: „I wszelki absurd staje się możliwy”.
Po tych widzeniach, snach – ma się ochotę wrócić do „Jawy” – nawet do codziennych obowiązków, które wydawały się męczące.
A spotkanie z babką Apolonią, cytat: „Czuło się wyraźny zapach starości” – na jawie także często uciekamy od takich spotkań, „scen”.
To tylko sen – ale pozwala nam przypomnieć o ludziach dawno zapomnianych - o życiu... Bogactwo słowne mnie „wciągnęło”. Moja skromna wyobraźnia jakby się ożywiła.


Lidia Kiełczyńska




"Nic dwa razy się nie zdarza..."
WIECZÓR POEZJI WISŁAWY SZYMBORSKIEJ

     Z okazji Światowego Dnia Poezji, który przypada 21 marca, w przemyskiej bibliotece odbył się wieczór poezji poświęcony Wisławie Szymborskiej pt. Nic dwa razy się nie zdarza.... Spotkanie było inicjatywą Dyskusyjnego Klubu Książki, zorganizowaną po lekturze biografii poetki Pamiątkowe rupiecie autorstwa A Bikont i J. Szczęsnej. Spotkanie rozpoczęło się przedstawieniem prezentacji ze zdjęciami poetki w różnych okresach jej życia oraz najważniejszymi, najczęściej cytowanymi fragmentami utworów oraz wypowiedzi Wisławy Szymborskiej. Podkładem muzycznym prezentacji była piosenka Black coffe w wykonaniu Elli Fitzgerald, ulubionej piosenkarki Wisławy Szymborskiej, której poświęciła wiersz Ella w niebie w tomiku Tutaj. Inspiracją i materią spotkania był nowo wydany tom Wiersze wybrane i dołączona do niego płyta, z której zgromadzeni wysłuchali wierszy czytanych przez samą poetkę. Utwory poetki czytała Alicja Kunert z Grupy Teatralnej GARDEROBA, swoje ulubione wiersze zaprezentowali klubowicze i uczestnicy spotkania.

K. Bednarz-Soja


    Czytanie wierszy Wisławy Szymborskiej jest dla mnie (łakomczucha) jak smakowanie wykwintnego tortu. Je się go po łyżeczce, długo trzyma na języku, aby poczuć wszystkie odcienie smaków. Każdy kolejny wers, jak i każde kolejne piętro tortu, niesie w sobie niespodziankę smaków i znaczeń. Czytasz powoli, by nie uronić ani jednego słowa jak okruszka ciasta. Zjadłeś duży kawałek, przeczytałeś cały wiersz, i oto, o dziwo nie masz dość, nie czujesz przesytu! I jak twój język zapamiętał ten rozkoszny smak, tak ty wciąż chcesz czytać od nowa ulubiony wiersz i wciąż odkrywasz nowe warstwy treści. Czasem masz wręcz wrażenie, jakby między wierszami pojawiła się postać poetki, a to uśmiechnie się przepięknie, a to zmruży żartobliwie oko, a to zaduma się, by zajrzeć w głąb swojego serca.
     Czuję w sobie ból, że to nie ja (będąca zaledwie w żłobku poezji) napisałam, że ja tak tego nie zobaczyłam, jako odkrywca nie zaistniałam pierwsza! Czytam wiersz i jestem w środku jego treści. Poetka snuje myśl, gawędzi ze sobą, ale i ze mną, z każdym czytającym. Nie można już przecież (niestety), przekomarzać się z nią lub bardzo subtelnie wyrażać swój podziw.
     Wybrać jeden wiersz to jak zdradzić pozostałe: piękne, mądre, „smaczne”. Wiersze Wisławy Szymborskiej czytamy jakby z potrzeby dopełnienia, potwierdzenia, powiedzenia swojego „tak” czyjejś filozofii. Obcując z nimi tworzymy w wyobraźni postać poety. Lubimy go, bo inaczej nie czytalibyśmy jego poetyckich myśli. Nie znając go osobiście, znamy go niejako poprzez to, co tworzy. Dialogi, jakie toczą się w sferze metafizycznej to efekt pytań, problemów, jakie przed czytającym, a wcześniej przed sobą stawia.
     Obcowanie z nim poprzez wiersz nie kończy się z chwilą zamknięcia książki. Pytania z gatunku retorycznych wciąż stawia sobie człowiek myślący i innych do myślenia skłania, (bo kiedy przestaniemy stawiać sobie pytania filozoficzne, poeci przestaną być potrzebni). Czyż może być ciekawsze zadanie dla umysłu, serca niż szukanie odpowiedzi na tak postawione pytanie: „Miłość szczęśliwa, czy to jest normalne czy poważne co świat ma z dwojga ludzi, którzy nie widzą świata”, lub: „ Czy można w ogóle mówić o jakim takim porządku, jeżeli nawet gwiazd nie da się porozsuwać, żeby było wiadomo, która komu świeci?” (Wielka liczba).
     Zaiste „Nie ma rozpusty większej niż myślenie...” („Głos w sprawie pornografii”).

Łucja Wiszlańska
DKK w Przemyślu

(Tekst nagrodzony w konkursie dla DKK
zorganizowanym przez Wydawnictwo A5)




Joanna Szczęsna, Anna Bikont
PAMIĄTKOWE RUPIECIE. BIOGRAFIA WISŁAWY SZYMBORSKIEJ

    W Przemyskiej Bibliotece Publicznej odbyło się kolejne spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. W lutym lekturą Klubu była biografia Wisławy Szymborskiej „Pamiątkowe rupiecie…” autorstwa Joanny Szczęsnej i Anny Bikont. Jest to pierwsza pełna biografia Noblistki, gruntownie uzupełniona w stosunku do wydania, które ukazało się po otrzymaniu przez poetkę Nagrody Nobla (1996). Uzupełniona o nieznane szczegóły z życia, wzbogacone niepublikowanymi nigdzie fotografiami, odkrywająca wiele zaskakujących faktów i historii rodzinnych, o których nie wiedział sama poetka.
    Wisława Szymborska unikała opowieści o swoim życiu prywatnym, uważając zwierzenia osobiste za coś niestosownego. Zwierzanie się publiczne to jest jakieś gubienie swojej własnej duszy. Coś trzeba zachować dla siebie. Nie można tak rozsiewać wszystkiego. Autorkom udało się jednak przeprowadzić z pisarką ponad sto rozmów, podczas których w niepowtarzalny, pełen humoru sposób komentowała kolejne etapy życia i opowiadała o zaułkach swej twórczości. Opowieść uzupełniają wspomnienia przyjaciół oraz interpretacje wierszy i felietonów Szymborskiej.
     Biografia znakomita, pełna dystansu, daleka jednak od patosu. Wyłania się z niej postać dyskretnej, ciepłej starszej pani, miłośniczki filmów grozy oraz niszowej literatury, którą recenzowała w „Lekturach nadobowiązkowych”, jak również kryminałów Agathy Christie i powieści Thomasa Manna. Poznajemy poetkę jako osobę zachłannie chłonącą świat i otwartą na jego bogactwa, która jednak prawdziwe wnętrze otwiera jedynie przed najbliższymi oraz przed czytnikami swojej poezji.
    W książce dużo informacji na temat życia literackiego, relacji z partnerami (interesujący rozdział poświęcony związkowi z pisarzem Kornelem Filipowiczem), a także warsztatu pracy Szymborskiej. Dowiadujemy się, że pisała odręcznie najwyżej pięć utworów rocznie, a kosz na śmieci uznawała za najbardziej pożądany przedmiot w domu pisarza. Autorki nie unikają tematów trudnych, szczególnie tych związanych z socjalistycznym epizodem Szymborskiej.

K. Bednarz-Soja

fot.A. Pilawa



Dariusz Michalski - JAM JEST ALINA CZYLI JANOWSKA STORY

    Styczniową lekturą Dyskusyjnego Klubu Książki, który co miesiąc spotyka się w Przemyskiej Bibliotece Publicznej była biografia Aliny Janowskiej, aktorki filmowej, teatralnej, estradowej i telewizyjnej, jak również piosenkarki, a przede wszystkim mistrzyni monologu. Bohaterka biografii znana jako Irena Kamińska w telewizyjnej „Wojnie domowej” oraz sławna jako Eleonora Gabriel w serialu „Złotopolscy” ma bardzo bogate życie. Była więźniarką Pawiaku, łączniczką w Powstaniu Warszawskim. Gwiazdą warszawskich teatrów Syrena, Buffo, STS i Komedia, artystycznym filarem kabaretu Szpak. Twórczynią Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom, czyli Gniazda. Prywatnie jest żoną Wojciecha Zabłockiego - mistrza szabli, architekta, matką poety Michała Zabłockiego.
    W biografii Janowskiej czytamy o jej niełatwym życiu, oczywiście, naznaczonym talentem scenicznym, sukcesami, nagrodami, ale przede wszystkim ciężką pracą, ciągłym doskonaleniem i rozszerzaniem swoich umiejętności, nieustannym dążeniem do doskonałości i perfekcji w zawodzie.
    Autorem biografii Aliny Janowskiej jest Dariusz Michalski, dziennikarz, publicysta, prezenter radiowy, natomiast współautorką jest sama artystka. Znaczącą część publikacji zajmują jej opowiadania i opinie przywołujące tło historyczne epoki, w której rozpoczęła i rozwijała trwającą do dziś wielką aktorską karierę. Autor biografii oddał głos swojej bohaterce, zrozumiałe, że nie chciał dokonywać podsumowań czy podziałów w obszernym materiale biograficznym, ale w takim wypadku bardziej korzystne dla czytelnika byłoby po prostu przeczytanie wspomnień Aliny Janowskiej.

K. Bednarz-Soja